• Strona główna
  • Kontakt
  • Współpraca
Facebook Instagram Google+ Twitter

Minimalist lover


Dzień dobry! :)

Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję mojego pierwszego utrwalacza do makijażu od Pierre René. Jeśli szukacie produktu, który zadowoli nie tylko Waszą twarz ale i kieszeń zapraszam do czytania. :)




Tak jak wspomniałam wcześniej od dłuższego czasu czaiłam się na dosyć dobry fixer. Po przeczytaniu wielu opinii w internecie postawiłam na ten, o którym dzisiaj Wam opowiadam. I był to strzał w dziesiątkę! :)

Buteleczka zawiera 150 ml produktu w formie aerozolu. Na początku myślałam, że to całkiem nie wiele, jednak szybko okazało się, że fixer jest bardzo wydajny. Tym bardziej, że jest to produkt, którego nie używa się codziennie. Dlaczego? Przyjmuję się, że utrwalacze mogą mieć zły wpływ na kondycję naszej skóry.
Przyznam, że z ciekawości używałam go przez jakiś czas każdego dnia- z racji tego jak pozytywne wrażenie na mnie wywarł. I co? Nie zauważyłam pogorszenia się kondycji mojej cery czyli jak możecie wywnioskować produkt nie wysusza i nie jest sprawcą miliona suchych skórek na twarzy (oczywiście u każdego może działać inaczej).



Ma całkiem przyjemny zapach. Nie jest on bardzo chemiczny, należy do tych neutralnych, szybko ulatnia się z twarzy.

Może jednak przejdźmy do tego czy na prawdę działa- bo chyba to interesuje Was najbardziej. :)
Odpowiedź jest krótka: -Działa! Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu. Najbardziej widoczne jest to przy jego zmywaniu. Ja robię to przy pomocy płatków kosmetycznych i to właśnie na nich zauważyłam ogromną różnicę. Podkład ale nie tylko on w ciągu dnia nie znika z twarzy i jest mniej podatny na ścieranie się. Przez co wieczorem płatki jak można się domyśleć były strasznie brudaśne. :D



Dodatkowo produkt jest wodoodporny, więc jeśli złapie Was mała mżawka nie musicie martwić się o make up.

Twarz spryskujemy produktem po skończeniu makijażu. Robimy to w odległości 20 cm od twarzy, mając zamknięte oczy. Pierwsze uczucie jest dosyć mokre. :D Następnie pojawia się delikatne ściągnięcie, tak jakbyśmy spryskały twarz lakierem. Uczucie to utrzymuje się nie całą minutę, także bez obaw. Make up wygląda na bardziej scalony. Wszystkie warstwy łączą się- strasznie spodobał mi się ten efekt.
 Zwykle nie mam w zwyczaju dotykania twarzy, po tym jak się pomaluję, ale kiedy przejechałam ręką po policzku byłam zachwycona tym jak gładziutki jest w dotyku.



Chciałabym też podkreślić, że fixer nie utrzymuje matu na twarzy. Więc jeśli macie tłustą cerę, musicie o tym pamiętać. Jednak w założeniu to nie jest jego cel. Produkt ma po prostu utrwalać makijaż.

Cena tego cudeńka to ok. 24 zł.

To chyba wszystko. Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Jeśli tak to zadawajcie pytania w komentarzach na pewno na nie odpowiem. :)
Dajcie również znać czy używacie utrwalaczy do makijażu, a jak tak to jakich? :)


Trzymajcie się,

Aneta :)
Share
Tweet
Pin
Share
10 komentarze


Przez ostatnich kilka miesięcy nazbierałam parę rzeczy, które okazały się moimi ulubieńcami lub po prostu znów wróciły do łask.  Jeśli jesteście ciekawe co jest moim 'must have' w codziennym makijażu lub pielęgnacji, to zapraszam do czytania! :)




Pomadka Juicy Color od Wibo w połączeniu z konturówką Essence In the nude- petarda! To najlepsze duo do ust jakie w ostatnim czasie miałam. Ten zestaw powinien znaleźć się u każdej fanki beżowych ust. Od lewej swatch kredki, później pomadki. Na zdjęciu widać między nimi małą różnicę w odcieniu, jednak po nałożeniu na usta są nie do odróżnienia. Swego czasu używałam samej konturówki i bardzo się z nią polubiłam. Ostatnio w Rossmannie kupiłam balsam z Wibo- tak balsam! Świetnie nawilża i pielęgnuje usta. 




Ostatnio przekonałam się do pudru z Lirene City Matt (03), który służy mi jako bronzer do ocieplania twarzy. Wpada w ciepłe tony, do czego przez długi czas nie mogłam się przyzwyczaić, ale wraz z ociepleniem klimatu zapragnęłam trochę słońca na skórze. 
Cudo, które widzicie obok to puder rozjaśniający (?)- nie wiem dokładnie jak go nazwać, ale chyba tak. To matowy, nie zawierający drobinek, bielący puder służący do konturowania. Dorwałam go na przecenie w Rossmannie  i to jest to! Fajny dodatek do codziennego makijażu, który pięknie prezentuje się na zdjęciach. :D Mowa tutaj oczywiście o Matte Define od Lovely.





Będąc przy kolorówce nie mogłam zapomnieć o lakierach do paznokci. Wiosennie i letnio czyli dwa kolory, które przypominają mi swoją barwą ukochany bez. Chłodny, jasny fiolet Ice chic od Golden Rose (56) & Pierre Rene- Sweet dream (361). Oba trzymają się na paznokciach około tygodnia. 




Płatki rozświetlające pod oczy od L'biotica, w których zakochała się moja skóra pod oczami. Do tej pory nie przywiązywałam zbytniej uwagi do pielęgnacji tej strefy. Lecz przyszła na to pora. W opakowaniu znajdują się 3 zestawy płatków, które pielęgnują, chłodzą i delikatnie rozjaśniają. Na skórze pozostawiają malutkie drobinki, które odbijają światło, dzięki czemu skóra wygląda na zdrowszą i bardziej wypoczętą. 




A teraz coś dla fanek organicznych, nie testowanych na zwierzętach, wolnych od GMO oraz szkodliwych substancji i parabenów- szampon i odżywka do włosów farbowanych Petal fresh: Wyciąg z granatu i jagód Acai. To chyba najbardziej naturalne duo do pielęgnacji włosów, jakie kiedykolwiek testowałam. Włosy po ich użyciu są mięciutkie i wyglądają bardzo zdrowo. Jednak moją sympatię zyskały przez ich niesamowity zapach! Tak bardzo naturalny, że w życiu nie pomyślałabym, iż to szampon czy odżywka do włosów. Dodatkowo wielki plus za minimalistyczny design! <3 




Już nie tak naturalna ale również oparta na podobnym pomyśle mgiełka do włosów od Le Petit Marseiliais o zapachu grejpfruta i jasminu. To jeden z tych kosmetyków o tak świeżym zapachu, że powraca do mojej pielęgnacji wiosną i latem- nie używałam go zimą gdyż jakoś nie pasował mi do atmosfery. Niesamowicie wydajna, o zapachu tak mocnym, że można jej używać, jako mgiełki do ciała! :D  Przyznam się, że czasem lubię psiknąć nią ubrania i cieszyć się tym zapachem nie tylko na włosach.




Zbliżamy się do końca, a tutaj również powrót starego ulubieńca czyli Daisy Dream od Marc Jacobs. Zapach, który tak jak powyższy poprzednik, był mniej używany z tych samych powodów. Jednak w końcu nadszedł jego czas. Ta buteleczka chyba zawsze będzie mi się podobać! <3 


Dajcie znać co najbardziej podoba się z powyższej listy i czy używałyście tych kosmetyków. Z przyjemnością poczytam o tym jacy są wasi ulubieńcy ostatnich miesięcy! :) 

Wszystkim maturzystkom, życzę udanych wakacji- ja swoje zaczynam od poniedziałku! :) 
Trzymajcie się, 
Aneta :) 

Share
Tweet
Pin
Share
10 komentarze


Burgundy i mocne kolory pomadek bardziej kojarzą nam się z jesienią, a niżeli wiosną. Szminka o której dzisiaj będzie mowa jest na tyle piękna, że było by mi żal nie używać jej w nadchodzącym okresie. Zresztą sami zobaczcie! :) 

Marka Pierre Rene była mi jakoś bardzo odległa. Mimo, iż za każdym razem będąc w Naturze szafa przyciągała mnie swoim urokiem to jakimś dziwnym trafem rezygnowałam z zakupów lub nie mogłam zdecydować się na coś konkretnego. Sytuacja zmieniła się kiedy przypadkowo wzięłam udział w konkursie na ich funpage'u. I wygrałam! :)  



W moje ręce wpadła pomadka Slim Lipstick Rich w kolorze Cassis.  To bardzo unikatowy odcień, a mianowicie połączenie marsali i burgundu przełamanej śliwką. Niestety jak się okazało ten kolor jest trudny w ujęciu na zdjęciu, dlatego zachęcam abyście przyjrzały się mu w drogerii. Najlepiej oddaje go chyba ostatnie zdjęcie, na którym pokazuję pomadkę na ustach. :) 



Pomadka bardzo łatwo rozprowadza się na ustach, nawet bez użycia konturówki jesteśmy w stanie się nią pomalować. Jest kremowa i baaardzo na pigmentowana.  Posiada satynowe wykończenie i mimo, iż jest ciemną pomadką nie wylewa się poza kontur ust.  
Jednak największym jej plusem jest trwałość! Zostaje na ustach nawet po posiłku. Kolor jakby wpija się w usta i zostaje na nich. Oczywiście delikatnie ściera się przy wewnętrznej stronie warg, jednak jest to tak minimalne, że nie musimy się martwić o to aby kontrolować jej wygląd w lusterku i ją poprawiać. Co za tym idzie nie odcina się na ustach,  ścierając się zlewa się z  ich naturalnym kolorem.  To było moje największe zaskoczenie! Nigdy nie sądziłam, że aż tak ciemna pomadka może być tak komfortowa w noszeniu! :) 



Warto dodać, że nie wysusza ust. W porównaniu do Velvet Matte te przy dłuższym stosowaniu  robiły z moich ust armagedon. Jeśli miałabym wybierać to Pierre Rene wygrywa w tym momencie i nawet nie przeszkadza mi w nich to, że nie są pół matowe jak było to w przypadku GR.

Slim Lipstick Rich to pierwsza szminka, w której nie znalazłam żadnych minusów. Ciekawi mnie to jak zachowują się inne kolorki z tej serii. Dodam jeszcze to, że szata graficzna produktów jest niezwykle miła dla oka, przynajmniej mojego. :D

Dajcie znać jakie są Wasze odczucia na temat tych pomadek. Używałyście? A może wręcz przeciwnie? Czekam na Wasze opinie! :) 

Wesołych Świąt! 

-Aneta.

Share
Tweet
Pin
Share
20 komentarze

Wiem, wiem troszkę mnie poniosło, może znowu zbyt świątecznie, ale to mój ulubiony czas w roku i po prostu nie mogę się go już doczekać. W internetach już wrze od christmas'owego klimatu- królują światełka, cynamon i pomarańcze. :)
Świąteczny niezbędnik to kosmetyki, bez których grudzień nie były by taki sam. Jedne są już ze mną od dawna, natomiast inne dosłownie od dzisiaj mam tu na myśli mydełko. :D



|Piernikowe mydełko od Linda <3|

Śpieszcie się śpieszcie, bo mydełka znikają błyskawicznie. Znajdziecie je w Biedronce w cenie 1.99 zł/ 100g. Tak właśnie pachną święta. Do wyboru są jeszcze wersje: goździk z pomarańczą oraz szarlotka. Coś czuję, że przy następnych zakupach niechcący wskoczą mi do koszyka. 
Podkreślę jeszcze raz- cudo, cudo, cudo <3



|Krem do rąk- Apple & Cinnamon- Oriflame|

Prawdopodobnie przy każdej rzeczy będę pisała wam o tym jak pięknie coś pachnie, ale trzymam się zasady: Świąteczne, więc musi pachnąć jak święta. Mam nadzieję, że będziecie czytać dalej nie zrażając się kolejnym 'pachnie cudownie'. :D Kremik pochodzi z zeszło rocznej edycji, a jego koszt to ok. 10 zł za 75 ml. Świetnie nawilża, jego czas wchłaniania się jest przeciętny, ale czego się nie robi dla 'cudownego zapachu' :D



|Golden Rose- Velvet Matte- 25|

Jeśli szukacie szminki w odcieniu chłodnej czerwieni, trafiłyście genialnie. Znane wszystkim satynowo- matowe wykończenie pokochałam i ja. Kolor idealny nie tylko na święta, klasyczny, elegancki zawsze przyda się w naszej kosmetyczce. Nie wiem czy zauważyłyście, ale ta seria pachnie delikatnie wanilią. Cena ok. 10 zł.


|Wibo- Trend Extreme Nails- 1 |

Jak błyskotki na paznokciach to tylko te od Wibo. To jeden z tych lakierów nie do zdarcia. Czasami, kiedy maluję nim jeden paznokieć, potrafi przeżyć dwa manicury (you know what I mean :D ). Przyznam, że trzeba się trochę namęczyć aby go ściągnąć ale przynajmniej w święta nie musimy martwić się odpryskującym lakierem. 


|Yankee Candle- Christmas Cookie|

Mmmmm.... Wiecie nie będę się powtarzać. :) Tą świeczkę, wosk czy sampler musicie chociaż raz zapalić podczas grudniowego wieczoru. Zapach świeżo upieczonych ciasteczek, lukru oraz cynamonu sprawia, że uśmiech od razu pojawia się na twarzy. Nuty zapachowe podobne do Lindowego mydełka, aczkolwiek bardzo słodki, więc nie każdemu się spodoba.


Powiedzcie, co najbardziej wam się podoba oraz jaki jest wasz  świąteczny niezbędnik! :) 



Ho, ho ! 

-A.

Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarze


Tegoroczny wrzesień minął zaskakująco szybko. Aż ciężko uwierzyć, że mój ulubiony październik w końcu się zaczął.  Dla tych, które cieszą się z tak szybkiego upływu szkolnego czasu  oraz tych z was, których dosięgnął melancholijny jesienny smutek, przygotowałam wrześniowych ulubieńców. :) 

Czymże była by jesień, bez pięknych zapachów. Moje serce w tym miesiącu skradł pomarańczowy olejek do ciała. Pewnie wspomnę o nim jeszcze przy okazji świąt Bożego Narodzenia z powodu, świątecznej nuty, której w nim wyczuwam.  Jego głównym zadaniem jest ujędrnienie, nawilżenie oraz uelastycznienie skóry.  Ja używam go głównie do wspomnianego powyżej nawilżania skóry, więc jestem na tak, że ma także działanie antycelulitowe. Nie należy do bardzo tłustych- szybko się wchłania.




Pozostając przy pielęgnacji wspomnę o mleczku do ciała pod prysznic od Isany, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Sprawdza się tak samo dobrze, jak popularne Dove. Kosmetyk o bardzo przyjemnym zapachu- kremowym. Idealnie sprawdzi się u tych z was, które pod prysznicem stawiają na klasykę.




Co raz chłodniejsza pogoda= suche skórki, czyli mój największy wróg. Niezastąpiona wazelina od Vaseline to mój główny sprzymierzeńca w niekończącej się walce. Bezzapachowa, bardzo wydajna oraz wielofunkcyjna. Kilka razy używałam jej także jako odżywkę na końcówki włosów i sprawdza się idealnie! Czegoż to internauci nie wymyślą. :D 




Pewnie domyśliliście się, że zabraknąć nie mogło zabraknąć pachnidełek od Calvin'a Klein'a, o których pisałam wam tutaj.




Na koniec zostawiłam, niestety ubogą w tym miesiącu kolorówkę. A mianowicie dwa cudeńka do makijażu oczu.

Klasyczny Pernament Taupe od Maybelline, który ostatnio często bywa na moich powiekach- w formie dziennego Smoky Eyes.

 



W szufladzie wygrzebałam też pigment z KOBO w kolorze 502 Misty Rose, w którym zakochałam się na nowo. Opalizujące na różowo drobinki są po prostu przepiękne. Najbardziej podoba mi się  nałożony na mokro. 






Mam nadzieję, że podobali wam się ulubieńcy. Jak zawsze dajcie znać, czy używaliście któregoś z tych produktów i jakie są wasze opinie. :) 

-A.
Share
Tweet
Pin
Share
6 komentarze
Older Posts

O mnie



Cześć! :)

Tworzę z pasją materiały z szeroko pojętej kategorii "beauty". Mam nadzieję, że odnajdziesz tu cząstkę siebie i zostaniesz ze mną na dłużej.


Obserwuj

  • Facebook
  • Instagram
  • Google+
  • Twitter
  • Dresscloud

Łączna liczba wyświetleń

Facebook

Minimalist lover

Kategorie

  • 2016
  • inspiracje
  • pielęgnacja
  • ulubieńcy
  • włosy
  • zrób to sam

Ostatnie posty

Sponsor

zBLOGowani.pl

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Piszę dla

Piszę dla
Facebook Instagram Twitter Google+
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose