• Strona główna
  • Kontakt
  • Współpraca
Facebook Instagram Google+ Twitter

Minimalist lover





Kosmetyki Resibo już jakiś czas temu pokochała blogosfera. Marka w swojej ofercie posiada same cudowności: olejek do demakijażu, serum, kremy... Nie wiedziałam na co się zdecydować. Padło na tonik w formie mgiełki! :)




___________________________________________________________________________________________

Poczuj, jak skóra oddycha.

💕  Mgiełka jest w:
      -100% VEGE
      - 99% Naturalna
      - nie testowana na zwierzętach

🌼 Zawiera:
     Wodę z róży damasceńskiej, wodę pomarańczową, wyciąg z korzenia rabarbaru, Cristalhyal.

💧 PRO składnik-Cristalhyal
     Cristalhyal, czyli kwas hialuronowy to substancja hydrofilowa ograniczająca transepidermalną utratę wody. Kwas hialuronowy naturalnie występuje u człowieka i jest uznawany za jedną z najbardziej efektywnych substancji nawilżających. Zmiękcza i wygładza skórę twarzy.

❥   Obietnica
    Tonizuje, usprawnia działanie naczyń krwionośnych. Odgania bakterie. Oczyszcza i odświeża,łagodzi podrażnienia. Zawiera drogocenne składniki, a jego używanie jest przyjemnością. Buteleczka ze sprayem rozpyla mgiełkę, która nawilża skórę. Odpowiednia kompozycja zapewnia wielofunkcyjne działanie.

___________________________________________________________________________________________                           



Zacznę może od wielkiego zachwytu designem, opakowaniem czyli całą oprawą graficzną produktu.
Ta prostota jest tak cudowna, że nie uwierzę jeśli komuś się nie spodoba. Tekturowe etui na kosmetyk jest bardzo wytrzymałe (całkowicie się tego po nim nie spodziewałam!).

Mgiełki używam zawsze po zmyciu makijażu. To jaką ulgę przynosi zaczerwienionej skórze jest nie do opisania. Dzięki niej w końcu przestałam się borykać z przesuszeniami. Mimo, iż wiem że gorąca woda z prysznica i para fatalnie wpływają  na kondycję cery to jakoś nie potrafię zmienić swoich zwyczajów. Tonik działa w tym przypadku cuda. Przywraca odpowiednie pH skórze. 



Jedyny minus, który zaobserwowałam nie dotyczy stricte samego produktu lecz jego atomizera. Niestety strumień który pada na twarz jest dosyć mocny. Za każdym razem dosłownie zaciskam oczy, bojąc się tego uderzenia. :D Może śmieszne, ale nie chciałabym spryskiwać wacika i po przez niego nanosić kosmetyk na twarz. Ale może się do tego jeszcze przyzwyczaję. :) 



Zapach- cytrusowy, świeży bardzo przyjemny.  Zdecydowanie dodaje energii! :) Z takich małych ciekawostek mogę powiedzieć Wam, że odstrasza komary. Żaden nie odważy się nawet podlecieć pod moją twarz.  Nie potrafię usnąć, jeśli pod nosem coś mi bzyczy. :D

Po spryskaniu twarzy tonikiem odczuwamy chwilową lepkość. Mi osobiście podoba się ten efekt, z uwagi  na to, że mam wrażenie iż skóra zostaje dodatkowo nawilżona. Czasami kiedy zapomnę nałożyć kremu na noc, mgiełka spełnia swoje zadanie i rano nie czuję, że skóra błaga o pomoc.



Mimo, iż cena nie należy do najniższych bo kosmetyk kosztuje 50 zł z całym sercem mogę go polecić. Cena sama w sobie jest zrozumiała, dostajemy produkt, którego skład jest wręcz niesamowity. Po za tym w brew pozorom to bardzo wydajny tonik. 

Wiem, że wśród Was znajdują się fani Resibo, więc zróbcie hałas! :D 


Aneta :) 


Share
Tweet
Pin
Share
14 komentarze



          Jeszcze niedawno byłam posiadaczką bardzo długich włosów sięgających prawie do pasa. Jednak były już w tak złym stanie, iż postanowiłam ich skrócić aby odżyły i dać im nowy lepszy start.
Jak to zazwyczaj bywa, pani fryzjerce obcięło się trochę za dużo i zamiast włosów za piersi, zostałam z  długością przed nimi.
Po dłuższym czasie przekonałam się, że może i wyszło mi to na dobre. Nie czuję już takiego ciężaru na głowie, a włosy łatwiej się układają. W moim przypadku rosną w zabójczym tempie więc mam nadzieję, że za niedługo znowu będę długowłosą pięknością. :D

Cięcie trochę pomogło w odżywieniu moich włosów. Pozbyłam się części ususzonej przez prostownicę, jednak moim celem jest ich głębsza regeneracja, gdyż osiągnięty efekt nie jest dla mnie w stu procentach satysfakcjonujący.



Moja przygoda rozpoczęła się z duo od L'biotica z serii Repair czyli z szamponem i odżywką.



Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bardzo oryginalny design- minimalistyczny, wyrazisty czyli taki, który trafia do mnie najbardziej. Jak widzę takie opakowania to po prostu oczy mi  się świecą. :D
Szampon i odżywka razem jak i oddzielnie tworzą świetne połączenie.



Może zacznę od tego czego oczekuję od produktów do pielęgnacji włosów.
Nie mogą podrażniać. Nie lubię rozczarowań i złudnych obietnic producenta. Zależy mi na regeneracji, odbudowie zniszczonych włosów. Po użyciu kosmetyków włosy muszą być: miękkie, sprężyste, gładkie i nawilżone. Produkty nie mogą obciążać włosów. Bardzo zależy mi też na tym aby kosmetyki niwelowały puszenie się włosów, gdyż są do tego skłonne.



Czy to dużo? Myślę, że nie! Udowodniły to właśnie te dwa produkty. Dzięki nim wymodelowane włosy wyglądają prosto jak z salonu. Przyznam, że na początku dosyć sceptycznie podchodziłam, do tego co przeczytałam na opakowaniu, jednak pozytywne efekty zaobserwowałam już po pierwszym użyciu.
Bardzo spodobał mi się też ich delikatny, 'profesjonalny' zapach. Po zmyciu odżywki utrzymuję się on jeszcze długo na włosach. Co do szamponu to jest dosyć przeciętny (co nie znaczy, że jest zły- wręcz przeciwnie)  lecz odżywkę bardzo polubiłam.

Włosy myję co drugi dzień, a maskę nakładam do dwóch razy w tygodniu. Mimo, iż  można ją stosować po każdym myciu ja zrezygnowałam z tego, ponieważ nie chcę aby moje włosy się do niej przyzwyczaiły.



Niestety nie mogę wypowiedzieć się w kwestii czy duo pomaga włosom ze skłonnością do wypadania, gdyż nie posiadam tego problemu.

Jedyny minus, który zaobserwowałam to zamykanie tubki. Jakoś ciężko domknąć te produkty. Trzeba się trochę na siłować aby usłyszeć "kilk". Jest to troszkę uciążliwe kiedy mamy mokre ręce.

Produkty znajdzieciew prawie, każdej drogerii. L'biotica co raz bardziej poszerza swoją ofertę.
Cena szamponu (250ml)  i odżywki (200ml.)  to ok. 30 zł. 



          Komu polecam szampon i odżywkę z tej serii? Na pewno dziewczynom, które tak jak ja często  katują włosy prostownicą, suszarką czy lokówką lub tym, które potrzebują odżywienia i głębokiego nawilżenia. Wasze włosy z pewnością podziękują Wam za ten zabieg. :)


Dajcie znać czy używałyście produktów z tej serii i jak się u Was sprawdziły.

___________________________________________________________________________________________

Miłej majówki, odpoczywajcie dziewczyny, ja powtarzam wiadomości do matury. :)

Aneta :)


Share
Tweet
Pin
Share
15 komentarze


Witajcie! :) 

W końcu przyszedł ten dzień w którym mogę przedstawić Wam moje opinie na temat kultowej paletki marki ZOEVA. 
Naturally Yours posiada 10 dzienny cieni w kolorystyce beżowo- brązowej. Możemy wyczarować nią codzienny makijaż jak i wieczorową wersję. Pięć z nich to maty, a druga połowa satyny o kameleonowej barwie. 
Jest to moja pierwsza paletka w kartonowym opakowaniu i jestem nim zachwycona- lekki, wytrzymały i  wbrew pozorom bardzo praktyczny. 



Pigmentacje cieni zaliczyłam do tej średniej. Jaśniejsze kolory są bardziej delikatne w porównaniu z tymi mocnymi. Dużym ich plusem jest to, że intensywność koloru możemy budować. 




W dotyku aksamitne o dosyć pylistej strukturze. Ich blendowanie to czysta przyjemność. Kolory zostały dobrane tak, że można nimi stworzyć pełny makijaż oczu.

Przyznam, że byłam trochę zawiedziona ich pigmentacją. Spodziewałam się czegoś mocniejszego. Jednak szybko do nich przywykłam oraz nauczyłam się nimi pracować  i stały się codziennym ulubieńcem. 



Często używam pod nich bazy Color Tattoo w kolorze Crème De Rose. Jednak i bez niej są w stanie utrzymać się długo na powiece lecz z troszkę mniejszą intensywnością.

Poniżej przedstawiam Wam swache i krótkie opisy wraz z ich pięknymi nazwami. :) 




PURE- to beżowy cień, niewidoczny na powiece. Świetnie sprawdza się jako baza pod wszystkie cienie i stanowi podstawę o blendowania.

FIRST LOVE- delikatna biała mgiełka, nałożona kilka razy staje się bardziej intensywna. Idealna w wewnętrzny kącik. 

SOFT & SEXY-  ciepły, delikatny, matowy brąz. To od niego zaczynam konturowanie oka. 

CASUAL ELEGANCE- jak dla mnie troszkę zbyt żółte złoto, ale pasujące do kolorystyki paletki. 

SMOOTH HARMONY- najpiękniejszy cień z najpiękniejszą nazwą- szampański, pół transparentny.

SWEET SOUND-  satynowy brąz ze złotą poświatą- mój drugi faworyt.

FOREVER YOURS-  cieplejszy niż jego poprzednik żuczek. Odbija światło niebieską poświatą. 

LOVELY MONDAY-  Jeżeli poniedziałek może być cudowny- to właśnie z nim! Idealny do wieczorowych makijaży jak i dziennego smoky, bardzo intensywny. Kocha go mój zewnętrzny kącik oka.

SLOW DANCE-  chłodny, matowy brąz- najciemniejszy z całej kolekcji. 

TIMELESS CHIC- nazwałabym go dzienną czernią. Nie jest, aż tak czarny jak oczekiwała, ale kolor również można budować.







Dajcie znać jak podobają Wam się kolorki i który z nich jest waszym faworytem. Mimo początkowo sprzecznych uczuć bardzo polubiłam tą paletkę. :) 


-Aneta :)


Share
Tweet
Pin
Share
20 komentarze



Urocze lampeczki już jakiś czas temu podbiły serca nie tylko blogerek. Koszt 230 zł za kilka kulek wydaje się być dosyć śmieszny. W sieci pojawia się co raz więcej tańszych zamienników. Jednak wciąż najtańszą opcją jest zrobienie ich samodzielnie.  Dla tych z Was, które jeszcze nie widziały jak zrobić Cotton balls'y lub w dalszym ciągu wahają się nad ich kupnem czy małą inwencją twórczą- Serdecznie zapraszam! :)

Cena naszego przedsięwzięcia wyniesie nie całe 20 zł + odrobinkę wolnego czasu.

Na początku warto się zastanowić czy nasze kuleczki mają być pokryte w 98% kordonkiem czy raczej mają być to kulki pół przeźroczyste (? ), wiecie takie z dużymi dziurami. :D W przypadku tych drugich macie mniej pracy i przede wszystkim mniej wydanych pieniędzy.

A oto lista niezbędnego ekwipunku, potrzebnego do wyczarowania różowych piękności w liczbie 7 sztuk:



- 7 zwyczajnych balonów (kolor nie gra różnicy)
- Kordonek w wybranym kolorze (mój to: 76 tex x 2, 10g/65m)
- Klej Vicol lub magiczny klej
- Woda
- Światełka- w moim przypadku ledowe o przeźroczystym przewodzie ( kupione w Chińczyku za 12 zł- niesamowicie długie, krótszych nie było więc pewnie możecie kupić je dużo taniej).


Wbrew pozorom wykonanie takich cudeniek jest banalnie proste i nawet osoba z dwoma lewymi rękami da sobie rade! :)

Poszczególne etapy postaram się opisać jak najprościej :) 
Zaczynamy! :D



Pierwszych krokiem jest przygotowanie wodnego roztworu z klejem w stosunku ok. 2:1 ( H2O: Klej). Całość mieszamy tak aby substancje się ze sobą połączyły.




Następnie pompujemy balony na wielkość jaką chcemy aby nasze osłonki posiadały.
Pamiętajcie aby mocno je zawiązać, gdyż w moim przypadku z kilku zeszło powietrze, a w konsekwencji nie przypominały kulki= był do wyrzucenia. 


Balonik obtaczamy w roztworze, aby kordonek łatwo się do niego przyczepiał. 
Teraz rozpoczyna się najbardziej czasochłonna czynność- owijanie balonów.  Na zdjęciu możecie zobaczyć jak mój balon wyglądał w początkowej części. Całość nie musi być mega równa i idealna, moje wyglądały tak źle, że byłam pewna iż nic z nich nie wyjdzie, a jednak! :) 



Po owinięciu całość jeszcze raz moczymy w roztworze. Następnie odkładamy do suszenia.
Kuleczki możecie po prostu położyć na kilku kartkach papieru. Nie miałam gdzie ich zawiesić i martwiłam się, że mogą się odkształcić, ale nic takiego się nie stało. 



Nie potrafię oszacować czasu w jakim wyschną te cudeńka. Swoje zostawiłam na noc, a gdy rano się obudziłam były już suche.



Ostatnia część i chyba najprzyjemniejsza to przebijanie balonów i wyciąganie ich z osłonek ( dziurką, znajdującą się przy miejscu w którym balon był zawiązany).



Kiedy nasze bawełniane kuleczki budzą u nas zachwyt, wybieramy w nich jedną malutką szparkę przez, którą wciśniemy lampkę.


Ta daam! I gotowe!  :) 




Wszystko może wydawać się troszkę skomplikowane, ale uwierzcie kiedy zaczniecie robić wszystkie wasze wątpliwości się rozwieją. :) 

Jak podobają się Wam moje Cotton Ball's? 
Macie swój zestaw? A może zamierzacie zrobić? 
Piszcie! 

Pozdrowionka,

-A.






Share
Tweet
Pin
Share
9 komentarze

''Co kupić jej pod choinkę? Ale czy to prezent odpowiedni dla niej? Święta już tuż tuż, a ja znowu kupię coś na ostatnią chwilę. ''
Znacie te pytania?  Prędzej czy później dopadną każdego z nas. Święta, choinka, mikołaj czy urodziny- zamiast cieszyć się i świętować, zaczynamy się zamartwiać zakupami. 
Osobiście uważam, że zestawy kosmetyków to zawsze świetny pomysł na prezent. Jednak nie ma tak łatwo. Na sklepowych półkach ciągle przewijają się te same świąteczne zestawy- zero oryginalności. Ciężko znaleźć taki, który wywołałby uśmiech na twarzy i zaskoczył wyjątkowością. 

Dzisiaj przygotowałam dla Was dwie propozycje, które urzekły mnie swoim wyglądem, a przede wszystkim środkiem. Eleganckie, minimalistyczne oraz nie świecące taniością. :) 

Zapraszaam! :) 

1. |Sephora|- Blue lilac. 


Czy wiecie jak pachnie maj? Oczywiście, że liliowym bzem. 

Zestaw zawiera:
-Nawilżający balsam do ciała
-Krem pod prysznic
-Musującą kostkę do kąpieli
- 3 żelowe serduszka do kąpieli



Tak realistycznego zapachu nie oddają nawet świece z Yankee Candle. Piękny mydlany zapach wydobywa się już po otwarciu pudełka. Sama dostałam go w formie prezentu i jestem całkowicie oczarowana. Nigdy nie sądziłam, że zestaw kosmetyków może wywołać tak wiele pozytywnych emocji. 
Dodatkowo solidne pudełko, które możemy powtórnie użyć. 
Nie jestem pewna ale wydaję mi się, że zestawy te możemy samodzielnie komponować. 
Będąc w perfumerii Sephora musicie powąchać, któryś z tych produktów.  :) 


2. | SPA Vintage Body Oil|- Olej abisyński.



Czyż opakowanie nie jest genialne? Białe, kobiece  nie wspomnę już o ażurowym okienku. :) 

W zestawie znajduję się: 
-Regenerujące masło do ciała
-Aksamitny żel pod prysznic
-Jedwabisty olejek do ciała


Czarne retro opakowania, spodobają się nie jednej fance kina. Produkty cechuje elegancki, perfumowany zapach. Z tego co się orientuję, marka wypuściła wiele różnych rodzajów tych oto zestawów. Przyznam, że wybrałam ten ze względu na wygląd- czerń i biel najbardziej do mnie przemówiły. Lecz nie zawiodłam się, mój instynkt kolejny raz mnie nie zawiódł! :D
Jego cena będzie z pewnością, niższa niż w poprzednim przypadku- więc jest to świetna alternatywa. 


Jak widzicie starałam się wybrać coś z wyższej  i niższej półki, nie mniej jednak tak samo atrakcyjnego. Jak podobają się wam moje pomysły na prezent? Spotkaliście się już kiedyś z SPA Vintage Body Oil? I  oczywiście powiedzcie czy kuszą was kosmetyki pachnące moim ukochanym bzem. <3

Może to jeszcze za wcześnie  na życzenia, ale życzę  wam aby zakupy podczas tegorocznych świąt nie były tak uciążliwe jak poprzednie. :D

Stay strong,
-A :* 

Share
Tweet
Pin
Share
12 komentarze
Older Posts

O mnie



Cześć! :)

Tworzę z pasją materiały z szeroko pojętej kategorii "beauty". Mam nadzieję, że odnajdziesz tu cząstkę siebie i zostaniesz ze mną na dłużej.


Obserwuj

  • Facebook
  • Instagram
  • Google+
  • Twitter
  • Dresscloud

Łączna liczba wyświetleń

Facebook

Minimalist lover

Kategorie

  • 2016
  • inspiracje
  • pielęgnacja
  • ulubieńcy
  • włosy
  • zrób to sam

Ostatnie posty

Sponsor

zBLOGowani.pl

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Piszę dla

Piszę dla
Facebook Instagram Twitter Google+
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose