• Strona główna
  • Kontakt
  • Współpraca
Facebook Instagram Google+ Twitter

Minimalist lover



Pomadki Rimmel The Only 1 to jedne z tych kosmetyków, które w bardzo krótkim czasie zdobyły dużą popularność w sieci. Dlatego bardzo mnie korciło, aby przynajmniej jedną z nich przetestować. Wahałam się pomiędzy Under my Spell  ,a It's a Keeper  jednak padło na tą drugą. 



It's a Keeper to dzienny, różowy odcień z rodziny mauve. Kolor nie zobowiązujący, bardzo łatwy w nałożeniu, aż tak prosty, że nie potrzebujemy lusterka aby nim operować.   Pomadka ścięta jest w dosyć charakterystyczny, płaski sposób przez co wydawało mi się, że dosyć ciężko będzie się nią malować jednak nic bardziej mylnego. :)



Szminka posiada kwiatowo- owocowy zapach, który nie do końca zyskał u mnie sympatie.

Jeśli Wasze usta nie tolerują matowych pomadek lub jeśli lubicie czuć nawilżenie na ustach- to szminka dla Was! To pierwsza pomadka, która nie wysuszyła moich ust, a dodatkowo nawilżyła. Co za tym idzie jej wykończenie jest  porównywalne do balsamów.



Dla jednych autem dla drugich wadą może być pół-transparentny kolor. O ile na swatch’u na ręce tego nie widać, to na ustach  ich naturalny kolor przebijał się przez pomadkę. Nie wiem jak to wygląda przy ciemniejszych kolorach, ale przy tym nie jest to uciążliwe.
Jak łatwo można się domyślić jej trwałość nie należy do najlepszych, ale znowu nie jest tak tragiczna. Kierowałabym ją w tą lepszą stronę. Jednak posiłku, ani picia nie przeżyje. Dodatkowo po około godzinie znika jej satynowe wykończenie i wtedy delikatnie matowieje. Mi ten efekt się spodobał, gdyż  błysk nie był moim faworytem.



Pomadka nie posiada drobinek i  nie podkreśla suchych skórek. Jest kremowa i łatwo ją rozprowadzić.


Podsumowując, pomadka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. Po tak wielu dobrych opiniach spodziewałam się czegoś fajniejszego. Jednak to z czym się spotkałam odebrałam równie dobrze.  A może to tylko dlatego, że jestem zagorzałą fanką matów? : )

Dajcie znać czy już testowałyście Rimmel’owe nowości czy jeszcze się wahacie? Jak dla mnie warto!  Z pewnością jest to coś innego na rynku ze względu na tak dobre właściwości nawilżające. 

Aneta :)
Share
Tweet
Pin
Share
8 komentarze


Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie taki wynalazek jak róż w kremie, który zmienia swoją konsystencje na pudrową był dla mnie dużym zaskoczeniem. 
Co ciekawe "tester", który dostałam gratis do zakupów jak się okazało jest pełno wymiarowym produktem, lecz bez oryginalnego pudełka- inaczej jest to po prostu sam wkład. Jak dla mnie jest to świetna alternatywa, ponieważ przy większej ilości róży, można stworzyć z nich paletkę. Chociaż nie będę ukrywała, że opakowania kosmetyków Sleek są przepiękne i chciałabym posiadać je w swojej kolekcji. :) 



Przejdźmy jednak do samego kosmetyku.  W moim posiadaniu znalazł się kolorek nr. 077 Carnation. To mocny odcień, chłodnego różu. Byłam pewna, że będzie dla mnie zdecydowanie za ciemny. Jak się później okazało w łatwy sposób możemy budować jego intensywność i  na policzkach uzyskać tylko jego delikatne muśnięcie. 






Produkt nie posiada drobinek, a po nałożeniu na twarz robi się całkowicie pudrowy o wykończeniu matowym. Ja nakładam go pędzelem z Hakuro nr. 15   . Nałożenie palcami w tym wypadku powoduje zbyt intensywny kolor, a ja nie chcę wyglądać jak klaun. :D  Róż, nie tworzy plam, łatwo się rozciera i jest niesamowicie trwały.
Jego kolor jest bardzo, ale to bardzo intensywny, pierwszy raz spotkałam się z taką pigmentacją. Dla bladziochów może być to problemem, jednak ja jestem zafascynowana tym produktem.





To moje pierwsze spotkanie z marką Sleek, mogę podsumować je jako pozytywne. Wiele czytałam o ich produktach w sieci i wiedziałam, że ich kosmetyki trzymają wysoki poziom, dlatego było bardzo fajnie przekonać się o tym na własnej skórze. Od dzisiaj kuszą mnie też róże w innych odcieniach oraz kolorowe paletki z cieniami do powiek. 

Powiedzcie co sądzicie o tym dosyć odważnym kolorze. Z przyjemnością przeczytam też o produktach marki Sleek, które polecacie lub na które polujecie. 

Trzymajcie się, 
Aneta :* 
Share
Tweet
Pin
Share
6 komentarze


Cześć piękne! <3

Jak wiecie w drogeriach wciąż ciężko dostać kremowe produkty do konturowania twarzy. Jednak sytuacja się polepsza i co raz to nowe marki wprowadzają te kosmetyki do swojej oferty. 

 Ostatnio sięgnęłam po kółko 4 podkładów z Kobo w promocyjnej cenie 11.99 zł. :) Od dłuższego czasu czaiłam się na nie, ale cena 20 zł trochę mnie odstraszała tym bardziej, że opinie w internecie nie były zbytnio obiecujące.



Kółko zawiera kamuflaże w odcieniu: żółtym, beżowym; chłodnym: brązowym i czekoladowym.

Podkłady  z pewnością nie nadają się do używania na co dzień. Jest to po prostu zbyt mocne narzędzie do pracy. Idealnie sprawdzą się od czasu do czasu na ważniejsze wyjście czy sesje fotograficzną.  Posiadają tłustą, dosyć tępą konsystencje. Niezbyt chcą współgrać z gąbeczką do rozcierania, dużo lepiej współpracują z pędzlem, ale palce to chyba ich najlepszy sprzymierzeniec. :) 
Pod wpływem ciepła naszego ciała stają się bardziej kremowe.




Dużym plusem jest ich bardzo dobre krycie. Jaśniejszymi kolorami możemy zakryć z łatwością niedoskonałości. I oczywiście  na pochwałę zasługuje trwałość oraz wydajność.




Niestety mam wrażenie, że jaśniejsze produkty po kilku godzinach delikatnie ważą się na twarzy. Za to z drugiej strony, czyli przy ciemniejszych kolorach nie zauważyłam tego problemu i jestem nimi zachwycona. Wydaje mi się, że dla tych dwóch kolorów warto zaopatrzyć się w mix. :) To chyba jedne z niewielu podkładów na rynku, które posiadają tak chłodny i szary odcień. Intensywność koloru można spokojnie dozować. Nawet przy rozcieraniu najciemniejszego brązu na skórze może wyglądać on  naturalnie.



Troszkę, przeszkadza mi zapach kosmetyku, bardzo typowy dla podkładów KOBO- ciężki, pudrowy. Jednak czuć go tylko podczas aplikacji.  

Poniżej oczywiście zdjęcie w naturalnym świetle: 





Pewnie zainteresował Was sneak peak w postaci pierwszego zdjęcia? :) Już tłumaczę całą ideę Henna Contouring. 



To po prostu technika nakładania produktów do konturowania twarzy. Dosyć efektowna, jednak totalnie nie praktyczna. :) Namalowanie tego cuda na twarzy zajęło mi prawie godzinę, a wykonałam go właśnie powyższym mixem podkładów z Kobo. 
Jakiś czas temu podpatrzyłam ten pomysł na Instagramie i sama zechciałam się trochę pobawić. :)
Wzorki malowałam cieniutkim pędzelkiem, aby wszystko później rozetrzeć i cieszyć się zwykłym konturowaniem. Nie mniej jednak zachęcam Was do zabawy i podsyłam więcej zdjęć z efektem mojej pracy. :) 




Jak Wam się podoba? :) 
Dajcie również znać czy używałyście kółeczka z Kobo i jakie są wasze opinie na jego temat. :) Ja ostatecznie jestem bardzo zadowolona z zakupu. :) 


Trzymajcie się :* 

-Aneta :)





Share
Tweet
Pin
Share
14 komentarze


Od dłuższego czasu myślałam o kupnie sztucznych rzęs, mimo że kiedyś uważałam je za pomysł bardzo tandetny. Moje zdanie zmienił jednak internet. Dowiedziałam się, że to nie tylko ogromne firany ale także delikatne, podkreślające oko wachlarze.  Jednak to było już bardzo dawno temu, a kilka miesięcy temu przeszłam już do realizacji moich planów i zamówiłam mój pierwszy zestaw.





Wydawało mi się, a raczej dalej jestem tego pewna, że jest to genialny starter dla początkujących. 
Znajdują się w nim  dwie pary Ardell'owych rzęs. Jedne możemy przeznaczyć np. do ćwiczeń.
Na długość idealnie pasują do mojego oka więc bardzo się cieszyłam, że nie będę musiała ich przycinać. 
Kolejnym plusem jest to, że ich długość nie jest taka sama. Od wewnętrznych kącików są krótsze, a czym dalej dłuższe. Włoski przymocowane są do bezbarwnego paska i zebrane w kępkach.
Przy otwartym oku wyglądają świetnie, powiększają optycznie oczy i nadają spojrzeniu dużej lekkości. Przy zamkniętych oczach widać dopiero wspomniany wcześniej wachlarz. 





W zestawie dołączony był też mały, wodoodporny klej DUO ( biały, który po wyschnięciu zmienia kolor na bezbarwny)- czyli chyba jeden z najlepszych na rynku.  Ta pozornie mała tubeczka jest bardzo wydajna. Jest to świetny pomysł, gdyż normalna jego wersja + rzęsy wyniosła by nas dosyć dużo (jak na pierwszy raz). W tym wypadku za ok. 30 zł mamy wszystko co niezbędne do naszej metamorfozy.



Jedynym minusem jest aplikator, niezbyt sprawdza się w swojej roli. Jakoś ciężko się nim obsłużyć, dużo lepiej radzi sobie zwykła pęseta i paluszki. 

Niestety rzęsy musiałam przeciąć na pół, gdyż po 3-4 godzinach zaczęły odklejać mi się w wewnętrznych kącikach. Jest to świetny patent, który niedawno odkryłam na jednym z blogów. Teraz już nic nie jest mi straszne! :D
Zapomniałam dodać, że po kilkunastu minutach moje oczy przyzwyczajają się do nich i w ogóle nie czuje, że je noszę. <3 




Jeśli wciąż marzą Wam się sztuczne rzęsy ten zestaw będzie idealny dla początkujących. Nie martwcie się porażkami, w końcu uda wam się je założyć wystarczy trochę praktyki. Youtube'owe poradniki zawsze udzielą wam pomocy! :)

P.S. Napiszcie jakie są Wasze doświadczenia ze sztucznymi rzęsami. ;)

-Aneta.
Share
Tweet
Pin
Share
16 komentarze

Kilka dni  temu, dostałam maila o dostaniu się do grona EternityNOW Lovers.  Był to konkurs organizowany przez markę Calvin Klein mający na celu promocję nowych perfum. :) 

Przesyłka dotarła do mnie błyskawicznie, byłam przekonana, że będę musiała oczekiwać na nią jeszcze tydzień. 
Niespodzianka przyszła zapakowana w dużej puszce z cudownym nadrukiem (którą z pewnością do czegoś wykorzystam- kto nie lubi małego DIY? :D). Niestety nie poradziłam sobie z otwarciem puszki, zrobił to za mnie tata. Ciekawe czy tylko ja miałam ten problem? :) 
W środku znalazłam 6 próbek najnowszych zapachów dla niej i dla  niego, w 1.2 ml. atomizerach. Po 3 sztuki z każdego rodzaju. 
 Dodatkowym prezentem było małe 200 ml. wino musujące PROSECCO, wytrawne.



 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym jak została zorganizowana akcja. W przesyłce można było zobaczyć klasę, zaangażowanie marki, pewnego rodzaju luksus. Nie tak jak w nie których przypadkach przeprowadzenie konkursu  za przeproszeniem na 'odwal'.




Jednak wróćmy już do samych zapachów!
Jedyne słowo, którymi mogę je określić to obłędne!
To chyba najpiękniejsze perfumy jakie stworzył CK.
Damski- delikatny, owocowy, lecz nie przesadzony, z nutą ekstrawagancji.
Męski natomiast- orientalny, zmysłowy, niczym nie przypominający perfum dla męskiej części społeczeństwa, jakie do tej pory znałam. Jaki on jest cudowny!  Gdybym miała wybierać, którą z nich kupić, nie potrafiłabym się zdecydować. W tym momencie namiętnie zużywam właśnie męskie próbki. Co najważniejsze, nikt nie zarzuci mi, że psikam się zapachem nie przeznaczonym dla mnie, ponieważ nawet tego nie czuć! :) 
Wspomnienie o tym, że utrzymują się bardzo długo jest chyba nie potrzebne, to przecież oczywiste.

Jeśli chciałybyście wyobrazić sobie jak pachną, poniżej podaję wam główne nuty:

  • Dla niej : soczysta liczi, delikatna piwonia oraz aksamitny kaszmir. <3
  • Dla niego: tropikalny oskomian, pikantny imbir oraz marokańskie drzewo cedrowe. <3



Dajcie znać czy udało wam się wziąć udział w tej akcji!
Co sądzicie o tych zapachach? Czy któryś z nich was przyciąga? 
Piszcie! :)

-A.


Share
Tweet
Pin
Share
7 komentarze

Ostatnio w  swoich filmikach Zoella zachwycała się nową maskarą od Maybelline LashSensational, więc postanowiłam ją przetestować. :) 


Metaliczne różowa tubka, prawie że w kolorze różowego złota, minimalistyczna- to chyba najładniejsza szata graficzna jaką do tej pory zaprezentowało nam Maybelline. 
Jej zadaniem jest zwiększyć objętość, dotrzeć do każdej rzęsy, pozostawić efekt bez nieestetycznych grudek oraz wydobyć głęboką czerń.



Tusz bardzo ładnie wydłuża oraz pogrubia rzęsy. Efekt nie jest, aż tak spektakularny jak w mojej ukochanej MillionLashes . Nie mniej jednak jestem nią pozytywnie zaskoczona. Na zdjęciach możecie zobaczyć efekt przed i po. Dodam, że do zdjęć nie używałam zalotki. Ale uwierzcie, że efekt jest o niebo lepszy kiedy podkręcimy rzęski. 


Tak jak obiecuje producent: brak grudek, czyli to co lubię najbardziej. Mam jednak wrażenie, że rzęsy nie są maksymalnie rozdzielone i optycznie trochę straciły na ilości. Tusz nie podrażnił, nie szczypał mnie w oczy, w ciągu dnia nie zauważyłam osypywania się, ani ciemnych śladów pod oczami. :) Maskara wytrzymała minione wielkie upały. 
Do demakijażu używam płynu micelarnego z Garniera (wersja różowa), który pod koniec dnia bez problemu sobie z nią poradził.
 W regularnej cenie kosztuje ok. 35 zł, jednak warto polować na promocje. :)


Podsumowując, to chyba jedna z lepszych maskar, które używałam oraz tych, które Maybelline ma w swojej ofercie. Do perfekcji czegoś tak jeszcze jej brakuje, ale myślę, że wiele z was będzie z niej zadowolona. Bo przecież nikt nie jest idealny. :D

-A.
Share
Tweet
Pin
Share
15 komentarze
Older Posts

O mnie



Cześć! :)

Tworzę z pasją materiały z szeroko pojętej kategorii "beauty". Mam nadzieję, że odnajdziesz tu cząstkę siebie i zostaniesz ze mną na dłużej.


Obserwuj

  • Facebook
  • Instagram
  • Google+
  • Twitter
  • Dresscloud

Łączna liczba wyświetleń

Facebook

Minimalist lover

Kategorie

  • 2016
  • inspiracje
  • pielęgnacja
  • ulubieńcy
  • włosy
  • zrób to sam

Ostatnie posty

Sponsor

zBLOGowani.pl

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Piszę dla

Piszę dla
Facebook Instagram Twitter Google+
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose