• Strona główna
  • Kontakt
  • Współpraca
Facebook Instagram Google+ Twitter

Minimalist lover


Witajcie! :) 

Dzisiaj przygotowałam dla Was mały haul ze sklepu internetowego Showroom. Jednak może zacznę od początku. :)
Jakiś czas temu udało  mi się zostać laureatką konkursu, który organizowała marka Rimmel pod hasłem #UnlockYourLondonLook. Nagrodą był voucher o wartości 500 zł do znanego mi już wcześniej sklepu: Showroom.  Stylizację, którą wywalczyłam jedną z głównych nagród możecie zobaczyć w jednym z poprzednich postów: tutaj lub na moim Instagramie. :) 

Showroom to platforma, która zrzesza wiele marek ale także indywidualnych projektantów. To kopalnia przeróżnych rzeczy o bardzo specyficznym stylu. :) 
Byłam trochę zawiedziona tym, że od każdej rzeczy płacimy oddzielnie przesyłkę chyba, że idzie do nas od tego samego projektanta lub przekroczymy próg cenowy, który uprawnia nas do darmowej dostawy.  Niestety przyzwyczaiłam się do udogodnień jakie serwuje Zalando, gdzie przesyłka i zwrot są darmowe. 

Dlatego też, ubrania które zamawiałam starałam się wybierać tak, abym nie musiała ich wymieniać jeśli nie trafię w rozmiarówkę. 

W zamówieniu postawiłam na ubrania bardziej casualowe niż eleganckie i takie, które po prostu przydadzą mi się na co dzień. Mam mnóstwo różnych, dziwnych ubrań, a brakuje mi właśnie takich basic'ów. :D  
Plusem sklepu jest na pewno błyskawiczna wysyłka. Przy dwóch pierwszych rzeczach były to nie całe 2 dni, a przy kolejnych 3. Dla ciekawostki  dodam, że zamówienie robiłam późną nocą w niedzielę. 


 119,00 zł

1. Oldschool'owy T-shirt marki Yeah Bunny,  Girls Team. Świetny materiał w dotyku bo, aż 100%  bawełny z certyfikatem Oeko-Tex 100 klasa I.  Szary, zakończony białymi ściągaczami.  Na mnie ciut za długi ( mam dosyć krótki tułów xd) , ale bardzo łatwo można to ukryć. Firma Yeah Bunny zaskoczyła mnie najbardziej z pośród wszystkich zamówień. Dostałam od nich majowy numer Glamour- niby tylko gazeta, ale widać, że marka dba o swoich klientów i ich dobre samopoczucie. Do tego uśmiech na mojej twarzy wywołała piękna koperta, mały liścik i naklejki. :) 











50,00 zł

2. Kiedy zobaczyłam, że sklep ma w swojej ofercie kosmetyki Resibo- oczy zaświeciły mi się od razu! :D Skusiłam się na: Tonik- mgiełkę do twarzy. Już teraz mogę powiedzieć Wam, że nie żałuję. Oczekujcie recenzji! :) 
Pewnie znajdą się osoby, które pomyślą, że pieniądze mogłam przeznaczyć na coś do ubrania niż kosmetyki, których posiadam dużo. Jednak wiedziałam, że przez długi czas nie będę miała okazji czy też możliwości, żeby pozwolić sobie na kupno produktu tej marki. A marzyły mi się już od dłuższego czasu. :) Celem mgiełki jest przywrócenie skórze jej odpowiedniego pH, odświeżenie i nawilżenie. 
Tutaj w gratisie dostałam 3 próbki. :) 










179,00 zł  143,20 zł

3. Na wyprzedaży dorwałam, też czarną bluzę typu Bomber WMNS marki The Hive. Bardzo dobrze wykonana, krótka jak na bomber przystało, z masywnym suwakiem. Skład: bawełna 100%. Pasuje dosłownie do wszystkiego. Czegoś takiego brakowało w mojej szafie. :) 









195,00 zł 156,00 zł

4. Przez całe swoje życie nie miałam białej bluzy. Ogólnie rzecz biorąc stronie od jasnych ubrań. Dlatego postanowiłam się przełamać, a stało się to tylko dlatego, że zobaczyłam bluzę Miss Trouble.
Przyszła do mnie w pięknej paczuszce, wypełnionej czarną i różową bibułą. A ja uwielbiam, jak ktoś włożył trud w to, aby przesyłka wyglądała fajnie, a nie jak psu wyjęta z gardła. :D 
Bluza posiada świetny w dotyku materiał- nigdy nie spotkałam się z takim. Jej skład to: bawełna: 95%, elastan: 5%.  Jednak już widzę pierwsze wady posiadania jasnych ubrań: widać na niej najdrobniejszą plamkę i szybko się mnie. 







Z zamówienia jestem bardzo zadowolona! Ubrania są świetnej jakości i mam nadzieję, że długo mi posłużą. W każdym zamówieniu znalazły się karty z podziękowaniem za zakupy oraz naklejki z logo platformy. Za dostawę płaciłam tylko w przypadku marki Resibo ( + 14zł). Produkty przyjechały do mnie kurierem UPS. 




Dajcie znać czy podobają Wam się rzeczy, które zamówiłam czy raczej zdecydowałybyście się na coś zupełnie innego?  

Słonecznego weekendu życzę! <3
Aneta :) 





Share
Tweet
Pin
Share
20 komentarze


Pomadki Rimmel The Only 1 to jedne z tych kosmetyków, które w bardzo krótkim czasie zdobyły dużą popularność w sieci. Dlatego bardzo mnie korciło, aby przynajmniej jedną z nich przetestować. Wahałam się pomiędzy Under my Spell  ,a It's a Keeper  jednak padło na tą drugą. 



It's a Keeper to dzienny, różowy odcień z rodziny mauve. Kolor nie zobowiązujący, bardzo łatwy w nałożeniu, aż tak prosty, że nie potrzebujemy lusterka aby nim operować.   Pomadka ścięta jest w dosyć charakterystyczny, płaski sposób przez co wydawało mi się, że dosyć ciężko będzie się nią malować jednak nic bardziej mylnego. :)



Szminka posiada kwiatowo- owocowy zapach, który nie do końca zyskał u mnie sympatie.

Jeśli Wasze usta nie tolerują matowych pomadek lub jeśli lubicie czuć nawilżenie na ustach- to szminka dla Was! To pierwsza pomadka, która nie wysuszyła moich ust, a dodatkowo nawilżyła. Co za tym idzie jej wykończenie jest  porównywalne do balsamów.



Dla jednych autem dla drugich wadą może być pół-transparentny kolor. O ile na swatch’u na ręce tego nie widać, to na ustach  ich naturalny kolor przebijał się przez pomadkę. Nie wiem jak to wygląda przy ciemniejszych kolorach, ale przy tym nie jest to uciążliwe.
Jak łatwo można się domyślić jej trwałość nie należy do najlepszych, ale znowu nie jest tak tragiczna. Kierowałabym ją w tą lepszą stronę. Jednak posiłku, ani picia nie przeżyje. Dodatkowo po około godzinie znika jej satynowe wykończenie i wtedy delikatnie matowieje. Mi ten efekt się spodobał, gdyż  błysk nie był moim faworytem.



Pomadka nie posiada drobinek i  nie podkreśla suchych skórek. Jest kremowa i łatwo ją rozprowadzić.


Podsumowując, pomadka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. Po tak wielu dobrych opiniach spodziewałam się czegoś fajniejszego. Jednak to z czym się spotkałam odebrałam równie dobrze.  A może to tylko dlatego, że jestem zagorzałą fanką matów? : )

Dajcie znać czy już testowałyście Rimmel’owe nowości czy jeszcze się wahacie? Jak dla mnie warto!  Z pewnością jest to coś innego na rynku ze względu na tak dobre właściwości nawilżające. 

Aneta :)
Share
Tweet
Pin
Share
8 komentarze


           Moje poprzednie życzenia na 2015 rok, spełniły się prawie w całości. Dlatego stwierdziłam, że jest to świetny sposób na podzielenie się z Wami tym co mi w głowie siedzi. A dodatkowo jest to niezmiernie pomocna lista dla mnie samej. :) 
Tutaj możecie sprawdzić czego życzyłam sobie w poprzednim roku. 

A oto produkty, które udało mi się zgromadzić i stałam się ich szczęśliwą posiadaczką: 
paletka Zoeva, Naturally Yours; rzęsy Ardell, Daisy Dream- Marc Jacobs, pędzel Hakuro H15, samplery Yankee Candle: Aloe Water oraz Garden Sweet Pea.  <3 

W takim razie... Zaczynamy! :) 







1. Książki: 

- "Username Evie"- Joe Sugg. 
Jak mogłabym przepuścić taką okazję i nie przeczytać książki mojego Youtube'bowego guru czyli ThatcherJoe ? :) Chłopak zrobił kawał świetnej roboty i muszę zobaczyć to na własne oczy. :)  £14.99 

-"Love, style, live"- Dore Garance  54 zł


2. Zestaw Starter Set Neonail

 Co raz bardziej kuszą mnie hybrydy, ale te robione własnoręcznie. Jakoś nie jestem pozytywnie nastawiona do kosmetyczek, wolę robić wszystko sama w domu. Zdecydowałabym się na Neonail, ponieważ słyszałam, że Semilac'i po jakimś czasie uczulają. 229,00 zł

3. Yves Saint Laurent, Black Opium 
Obłędny zapach- chyba tylko tak można go opisać. 269 zł

4. MAC, Mineralize Skinfinish Natural w kolorze Light Plus

 Jeśli miałabym się decydować na coś  z MAC'a postawiłabym właśnie na ten puder. Nadaje cerze piękny, naturalny wygląd oraz posiada satynowe wykończenie. Jednym słowem dokładnie to czego szukam. I oczywiście byłby to kosmetyk, którego używałabym na co dzień, a nie tak jak w przypadku szminki-raz na jakiś czas. 126 zł


5. Tarte, Tartelette 2 In Bloom Amazonian Clay Palette.  

To chyba jedna z najpiękniejszych paletek jakie do tej pory widział. Niestety ma też piękną cenę, ale w końcu to Wish list'a. :) Cieni w kolorze nude, nigdy dość. $45.00


6. Zoella, Beauty range. 

Do końca nie jestem jeszcze zdecydowana co chciałabym przetestować. Jak na razie podoba mi się; fizz bar, mgiełka do ciała oraz świeczka Let's Glow. 


7. Rimmel, The Only 1- Under My Spell

 Już za niedługo będę posiadaczką kolorku It's a Keeper, ale  marzy mi się też tajemniczy fiolet.  30 zł


8. NYX, Lip Lingerie  

To pomadki w płynie o ciekawym przekroju nude'owych kolorów: beże, róże, delikatne fiolety oraz brązy. Mnie zauroczył kolor Embellishment. Polecam wpisać ten odcień w Google i zobaczyć jak wygląda na ustach, gdyż powyższe zdjęcie bardzo zmieniło jej kolor. $7.00


Niektóre ceny podałam w zagranicznych walutach z racji tego, że nie są dostępne jeszcze w Polsce, jednak mam nadzieję, że szybko się to zmieni.:) 

Jakie są wasze zakupowe marzenia na 2016 rok? 
Dajcie też znać, czy macie którąś z tych rzeczy i jak Wam się sprawuję. 


Have a nice weekend,

Aneta :) 


Share
Tweet
Pin
Share
11 komentarze

Przyszedł czas na kolejny projekt denko! :) Uwielbiam u innych oglądać tego typu posty, także dwukrotnie bardziej cieszę się, że będziecie mogły przeczytać go na moim blogu.

Zaczynamy! :)





2x Lekki krem- Nivea

Mój bezkonkurencyjny ulubieniec. Małe pudełeczko- zużyte, duże pudełeczko- też zużyte, a po kolejne biegnę do drogerii. :D Nawet podczas ostatnich napadów zimy radził sobie całkiem nieźle jako krem pod make up. Jestem fanką jego lekkiej, żelowej konsystencji, która szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości. Z pewnością możecie spodziewać się go w kolejnym denku! :D 




Suchy szampon- Batiste, wersja Floral Essences

Ten post powinien nazywać się chyba' Ulubieńcy ostatnich miesięcy'. :) 
Kolejny mistrz sam w sobie. Szamponom Batiste pozostanę chyba wierna do końca życia. Ratują moje dwudniowe włosy jak nikt inny.  Niestety ten zapach nie przypadł mi do gustu. Kolejny raz kupiłam wersję Oriental, która w sumie też bardzo mnie nie zachwyca ale innych nie było w Naturze. Jestem przekonana, że najpiękniejszy to chyba słodziutka Cherry, chociaż czaję się na Eden, którego znalezienie w mojej miejscowości graniczy z cudem.




Rexona- Sexy Bouquet

Chyba nie muszę wspominać o tym, że antyperspiranty z Rexony zawsze się u mnie sprawdzają. Jednak ten zapach już u mnie nie zagości. Bardzo słodki z nutą świeżości. Nie był najgorszy, ale te owocowe nuty mnie nie przekonują. 





Synergen- Dearly

Już tak mam, że wszystko co ładnie wygląda musi być przeze mnie przetestowane. Zapach ten chwyciłam szybko z półki, śpiesząc się do szkoły. I to był błąd. Zaczynając od tego, że nie radzi sobie z utrzymaniem świeżości, to jest okrutnie słodki wręcz mdły. Wykończyłam go z okropnym bólem. Teraz mam nauczkę, aby zawsze powąchać swój wybór przed zakupem. 





Blend-a-Med- 3D White- Arctic freshness

Jako pasta odświeżająco- czyszcząca, sprawdza się świetnie. Z pewnością nie wybieli naszych zębów, jedynie co pozbędzie się przebarwień i w tym sprawdza się świetnie. Troszkę podrażnia, ale to jak każda tego typu pasta, dlatego stosowałam ją zamiennie z Elmexem. Z pewnością kupię jeszcze jedną tubkę, ale inną wersję.





Eveline-Q10- Krem do depilacji 9w1

Z usuwaniem włosków radzi sobie bardzo dobrze. Nie podrażnia. Tutaj kończą się jego zalety. Kremu trzeba nanieść dosyć grubą warstwę, przez co taka tubeczka starcza na ok. 2 zabiegi depilacji nóg.  Jednak nigdy nie spotkałam się z tak okropnym zapachem. Kiedy rozprowadziłam produkt na nogach wiedziałam, że pachnę jak miejskie szalety. Co najgorsze zapach utrzymuje się nawet po zmyciu. Musiałam czyścić nogi dwa razy najbardziej pachnącym żelem jaki znalazłam w domu, a potem nałożyć również zapachowy balsam.





Wake Me Up- Ivory

Najlepszy jaki do tej pory miałam podkład dobiegł końca. Mimo, iż jego kolor był ciut za ciemny, świetnie dopasowywał się do mojego kolory cery. Co najważniejsze nie wysuszał. Nie spodziewałam się, że pokocham te malutkie drobinki, które tak pięknie rozświetlają twarz.




Puder transparentny- My Secret

Ten to jest dopiero odkrycie. Zawsze stawiałam na matowe pudry do twarzy, a  ten okazał się być satynowy. Jednym słowem- cudo. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu się spodoba, bo również posiada, delikatne drobinki odbijające światło. Urzekło mnie w nim to jak pięknie wyglądał na twarzy- bardzo naturalnie i delikatnie. Nie podkreślał suchych skórek. Minus- zbyt szybko się skończył, ale pozostawił po sobie ładne pudełeczko, które może pomoże mi w stworzeniu własnego pudru.

Dajcie znać czy używałyście, któregoś z powyższych kosmetyków i sprawdził się u Was. :) 

Pozdrowionka,

-A.


Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarze
Older Posts

O mnie



Cześć! :)

Tworzę z pasją materiały z szeroko pojętej kategorii "beauty". Mam nadzieję, że odnajdziesz tu cząstkę siebie i zostaniesz ze mną na dłużej.


Obserwuj

  • Facebook
  • Instagram
  • Google+
  • Twitter
  • Dresscloud

Łączna liczba wyświetleń

Facebook

Minimalist lover

Kategorie

  • 2016
  • inspiracje
  • pielęgnacja
  • ulubieńcy
  • włosy
  • zrób to sam

Ostatnie posty

Sponsor

zBLOGowani.pl

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Piszę dla

Piszę dla
Facebook Instagram Twitter Google+
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose