• Strona główna
  • Kontakt
  • Współpraca
Facebook Instagram Google+ Twitter

Minimalist lover




     Będąc na See Bloggers w Gdyni panie ze stoiska Eveline dały mi możliwość przetestowania nowości z serii Precious Oils. Za co serdecznie dziękuję!  Od kiedy w internecie zrobiło się głośno o olejkach do ust z Clarins, zapragnęłam wejść w posiadanie chociaż by jednego. Jednak ich cena, nie oszukujmy się jest dosyć wysoka. Cieszę, się że jego odpowiednik pojawił się w stosunkowo tańszej marce i możemy dostać go praktycznie wszędzie. 





Olejek występuje w dwóch wersjach zapachowych: wanilia i żurawina. Ja od pierwszego wejrzenia zakochałam się w tym drugim. Słodki, owocowy i przede wszystkim nie posiada chemicznego zapachu. 
W składzie znajdziemy olejki takie jak: kokosowy, awokado, arganowy, Inca Inchi, z oliwek. Czyli jednym słowem bomba nawilżająca dla naszych ust. Największym zaskoczeniem było dla mnie to, iż kosmetyk nie lepi się. Bałam się, że będzie to produkt na wzór tych klejących się nie miłosiernie błyszczyków, do których przyczepia się praktycznie wszystko co znajdzie się w powietrzu, razem z naszymi włosami. Bardzo cieszę, się że moje obawy pozostały tylko w głowie. 



 Produkt optycznie powiększa usta, nadaje im typowo 'mokry' look oraz podbija ich naturalny koloryt. Nie posiada smaku, ani nie spływa po nałożeniu. 
Nie zapomniano tu także o filtrze przeciwsłonecznym SPF 10. 
Myślę, że do tej pory można wywnioskować też to, że genialnie nawilża i odżywia spierzchnięte usta. 
Chyba nie mogę zarzucić mu nic złego tym bardziej, że kosztuje grosze! 





Ale zanim nałożymy olejek, warto zdrapać wszystkie martwe skórki.  :D
Tutaj marka przychodzi z delikatnym peelingiem o cukierkowym zapachu. W przypadku tego produktu, moje odczucia są dosyć mieszane. Kosmetyk oczywiście spełnia swoją funkcję i myślę, że wielu osobom przypadnie do gustu ale tylko wtedy kiedy nie używali peelingu z Sylveco. W porównaniu do niego drobinki peeling'ujące są malutkie i po aplikacji nie rozpuszczają się. To właśnie sprawiło, że nie jest on moim numerem jeden. Jeśli na ustach zostanie nadmiar pomadki, musimy ją zebrać co dla mnie jest dosyć uciążliwe.




Peeling jest bez smaku, a w przypadku Sylveco można było dosłownie zlizywać go z ust (tym bardziej, że zrobiony był z naturalnych składników). 

Czyli jak to w końcu jest z tym produktem? 
Radzi sobie z suchymi skórkami. Delikatnie zdziera martwy naskórek, przy czym ma działanie nawilżające i wygładzające. Ma wygodną formę aplikacji (sztyft), a efekty widać już po pierwszym użyciu. To dobry kosmetyk i z pewnością uratuje wiele spierzchniętych ust. :) 







Olejek & peeling razem tworzą świetne duo. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że wręcz idealne jeśli uwielbiacie matowe pomadki. Dajcie znać czy wasze usta potrzebują tych dwóch produktów. Chętnie przeczytam o waszych doświadczeniach związanych z kosmetykami tego typu. 




Share
Tweet
Pin
Share
16 komentarze


Pomadki Rimmel The Only 1 to jedne z tych kosmetyków, które w bardzo krótkim czasie zdobyły dużą popularność w sieci. Dlatego bardzo mnie korciło, aby przynajmniej jedną z nich przetestować. Wahałam się pomiędzy Under my Spell  ,a It's a Keeper  jednak padło na tą drugą. 



It's a Keeper to dzienny, różowy odcień z rodziny mauve. Kolor nie zobowiązujący, bardzo łatwy w nałożeniu, aż tak prosty, że nie potrzebujemy lusterka aby nim operować.   Pomadka ścięta jest w dosyć charakterystyczny, płaski sposób przez co wydawało mi się, że dosyć ciężko będzie się nią malować jednak nic bardziej mylnego. :)



Szminka posiada kwiatowo- owocowy zapach, który nie do końca zyskał u mnie sympatie.

Jeśli Wasze usta nie tolerują matowych pomadek lub jeśli lubicie czuć nawilżenie na ustach- to szminka dla Was! To pierwsza pomadka, która nie wysuszyła moich ust, a dodatkowo nawilżyła. Co za tym idzie jej wykończenie jest  porównywalne do balsamów.



Dla jednych autem dla drugich wadą może być pół-transparentny kolor. O ile na swatch’u na ręce tego nie widać, to na ustach  ich naturalny kolor przebijał się przez pomadkę. Nie wiem jak to wygląda przy ciemniejszych kolorach, ale przy tym nie jest to uciążliwe.
Jak łatwo można się domyślić jej trwałość nie należy do najlepszych, ale znowu nie jest tak tragiczna. Kierowałabym ją w tą lepszą stronę. Jednak posiłku, ani picia nie przeżyje. Dodatkowo po około godzinie znika jej satynowe wykończenie i wtedy delikatnie matowieje. Mi ten efekt się spodobał, gdyż  błysk nie był moim faworytem.



Pomadka nie posiada drobinek i  nie podkreśla suchych skórek. Jest kremowa i łatwo ją rozprowadzić.


Podsumowując, pomadka nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. Po tak wielu dobrych opiniach spodziewałam się czegoś fajniejszego. Jednak to z czym się spotkałam odebrałam równie dobrze.  A może to tylko dlatego, że jestem zagorzałą fanką matów? : )

Dajcie znać czy już testowałyście Rimmel’owe nowości czy jeszcze się wahacie? Jak dla mnie warto!  Z pewnością jest to coś innego na rynku ze względu na tak dobre właściwości nawilżające. 

Aneta :)
Share
Tweet
Pin
Share
8 komentarze

Wiem, wiem troszkę mnie poniosło, może znowu zbyt świątecznie, ale to mój ulubiony czas w roku i po prostu nie mogę się go już doczekać. W internetach już wrze od christmas'owego klimatu- królują światełka, cynamon i pomarańcze. :)
Świąteczny niezbędnik to kosmetyki, bez których grudzień nie były by taki sam. Jedne są już ze mną od dawna, natomiast inne dosłownie od dzisiaj mam tu na myśli mydełko. :D



|Piernikowe mydełko od Linda <3|

Śpieszcie się śpieszcie, bo mydełka znikają błyskawicznie. Znajdziecie je w Biedronce w cenie 1.99 zł/ 100g. Tak właśnie pachną święta. Do wyboru są jeszcze wersje: goździk z pomarańczą oraz szarlotka. Coś czuję, że przy następnych zakupach niechcący wskoczą mi do koszyka. 
Podkreślę jeszcze raz- cudo, cudo, cudo <3



|Krem do rąk- Apple & Cinnamon- Oriflame|

Prawdopodobnie przy każdej rzeczy będę pisała wam o tym jak pięknie coś pachnie, ale trzymam się zasady: Świąteczne, więc musi pachnąć jak święta. Mam nadzieję, że będziecie czytać dalej nie zrażając się kolejnym 'pachnie cudownie'. :D Kremik pochodzi z zeszło rocznej edycji, a jego koszt to ok. 10 zł za 75 ml. Świetnie nawilża, jego czas wchłaniania się jest przeciętny, ale czego się nie robi dla 'cudownego zapachu' :D



|Golden Rose- Velvet Matte- 25|

Jeśli szukacie szminki w odcieniu chłodnej czerwieni, trafiłyście genialnie. Znane wszystkim satynowo- matowe wykończenie pokochałam i ja. Kolor idealny nie tylko na święta, klasyczny, elegancki zawsze przyda się w naszej kosmetyczce. Nie wiem czy zauważyłyście, ale ta seria pachnie delikatnie wanilią. Cena ok. 10 zł.


|Wibo- Trend Extreme Nails- 1 |

Jak błyskotki na paznokciach to tylko te od Wibo. To jeden z tych lakierów nie do zdarcia. Czasami, kiedy maluję nim jeden paznokieć, potrafi przeżyć dwa manicury (you know what I mean :D ). Przyznam, że trzeba się trochę namęczyć aby go ściągnąć ale przynajmniej w święta nie musimy martwić się odpryskującym lakierem. 


|Yankee Candle- Christmas Cookie|

Mmmmm.... Wiecie nie będę się powtarzać. :) Tą świeczkę, wosk czy sampler musicie chociaż raz zapalić podczas grudniowego wieczoru. Zapach świeżo upieczonych ciasteczek, lukru oraz cynamonu sprawia, że uśmiech od razu pojawia się na twarzy. Nuty zapachowe podobne do Lindowego mydełka, aczkolwiek bardzo słodki, więc nie każdemu się spodoba.


Powiedzcie, co najbardziej wam się podoba oraz jaki jest wasz  świąteczny niezbędnik! :) 



Ho, ho ! 

-A.

Share
Tweet
Pin
Share
4 komentarze



Konturówki to świetna alternatywa dla szminek. Często są dużo tańsze, a nawet posiadają lepszą jakość od wspomnianych wcześniej szminek. Blogosfera oszalała na ich punkcie. Nastała moda na noszenie ich 'solo', powiększanie nimi ust oraz posiadanie ich w dużych ilościach. 
W tym momencie dużo marek oferuje świetne konturówki. Mogę polecić wam te z Golden Rose, KOBO czy chociażby Essence, o których dzisiaj mowa. :) 




Tanie jak przysłowiowy "barszcz", a ja kocham barszcz! :D W mojej kolekcji posiadam dwa kolorki: 06- Satin Mauve oraz 11- In the Nude. Pierwsza to piękny chłodny odcień mauve wpadający w fiolet. Możemy uzyskać nim efekt popularnych ust Kylie Jenner. Drugi to idealny na co dzień beż, w którym większość z nas będzię wyglądać zdrowo- jeśli wiecie co mam na myśli. :) Mają wykończenie, pół matowe w kierunku satynowego. 
Konturówki są bardzo miękkie i ich jedynym minusem jest to, że mogą łamać się przy temperowaniu. Jednak ja zawsze przed tą czynnością wkładam ich na zamrażarki na jakieś 30 min i wtedy ten problem mnie nie dotyczy. :) 




Utrzymują się do pierwszego posiłku, mają wspaniałą pigmentacje, równomiernie się ścierają i nie wysuszają bardzo ust. Co nie znaczy, że tego nie robią. :)  Możemy je dostać w drogeriach Natura, d. internetowych i wszystkich sklepach w których znajdują się szafy Essence. Przekrój kolorystyczny jest cudowny. Ich regularna cena to ok. 6zł. Jednak przy przecenach -50% możemy dostać je za grosze. 



Macie już swoje lipliner'y od Essence? Jeśli tak to w jakich kolorach? Ja czaję się jeszcze na Soft Berry oraz Soft Rose.


Pozdrowionka:

-A.
Share
Tweet
Pin
Share
6 komentarze
Older Posts

O mnie



Cześć! :)

Tworzę z pasją materiały z szeroko pojętej kategorii "beauty". Mam nadzieję, że odnajdziesz tu cząstkę siebie i zostaniesz ze mną na dłużej.


Obserwuj

  • Facebook
  • Instagram
  • Google+
  • Twitter
  • Dresscloud

Łączna liczba wyświetleń

Facebook

Minimalist lover

Kategorie

  • 2016
  • inspiracje
  • pielęgnacja
  • ulubieńcy
  • włosy
  • zrób to sam

Ostatnie posty

Sponsor

zBLOGowani.pl

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Piszę dla

Piszę dla
Facebook Instagram Twitter Google+
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose