• Strona główna
  • Kontakt
  • Współpraca
Facebook Instagram Google+ Twitter

Minimalist lover





      Uwielbiam pudry sypkie, dużo lepiej sprawdzają się u mnie niż te prasowane czy w kamieniu.  Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pudru ryżowego od Deni Carte. O marce słyszałam dużo pozytywnych opinii, aż w końcu i mi udało się przetestować coś z ich asortymentu.

Bardzo spodobała mi się matowa zakrętka ale tylko do pierwszego użycia, kiedy zauważyłam jak szybko się brudzi. Plusem jest to, że dosyć łatwo się  ją czyści. Opakowanie zawiera 15 g. produktu przy czym zauważyłam, że puder jest bardzo wydajny.



Zaskoczy Was pewnie jego największy minus, który mi strasznie przedłużał wykonywanie makijażu. Mam tu na myśli dozowanie produktu. Przez sitko wylatuje tak mało produktu, że kilka razy muszę uderzać w pudełeczko aby na zakrętkę wypadła mi jego kolejna porcja. Ta czynność także jest dosyć denerwująca, ponieważ przyzwyczaiłam się do tego, że wystarczy delikatnie uderzyć palcami w dno pudełeczka aby wydobyć puder. W tym wypadku pukam i pukam- jest to niesamowicie denerwujące. Może dla niektórych jest to zaletą, gdyż ''oszczędzamy'' zawartość. Jednak kiedy chcę wydobyć puder, ląduje on poza zakrętką. Dlatego wolałabym nadmiar odsypać z powrotem do pojemniczka.




Przejdźmy jednak do samego kosmetyku. Puder nie zawiera talku dlatego nie muszę martwić się o przesuszenia na twarzy. Posiada biały kolor, który po nałożeniu ładnie dopasowuje się do kolorytu cery. Przeznaczony jest dla posiadaczek skóry mieszanej i tłustej. Ja zaliczam się do tego pierwszego grona.

Długotrwale matuje w strefie T- to właśnie tam mam największe problemy ze świeceniem się w ciągu dnia.  Na twarzy daje satynowe wykończenie, a  skóra w dotyku staje się aksamitnie gładka.
Jednak muszę przyczepić się do tego, iż jest bardzo widoczny na twarzy. O ile tuż po nałożeniu nie przeszkadza mi jego bardzo suche wykończenie to w ciągu dnia wygląda nieświeżo, mało estetycznie. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Puder nie posiada zapachu, nie uczula i nie zapycha porów.




Koniec końców mam jednak do niego mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo podoba mi się satynowe wykończenie i to jak długo utrzymuje mat. Z drugiej uciążliwe wydobywanie produktu i to jak wygląda na twarzy w ciągu dnia nie wywołują u mnie uśmiechu.
Niestety moim ulubieńcem wciąż zostaje puder z MySecret. Chociaż ten wciąż znajdziecie w mojej kosmetyczce. Wydaje mi się, że dużo lepiej sprawdzi się u posiadaczek typowo tłustej skóry. Nie twierdzę, że jest to zły kosmetyk. Na pewno sprawdza się dużo lepiej, niż niektóre drogeryjne odpowiedniki.


Jakie są wasze doświadczenia z sypkimi pudrami? Ryżowe czy bambusowe? A może wręcz przeciwnie, te prasowane? Dajcie znać co gości w waszych kosmetyczkach! :) 






Share
Tweet
Pin
Share
16 komentarze


Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie taki wynalazek jak róż w kremie, który zmienia swoją konsystencje na pudrową był dla mnie dużym zaskoczeniem. 
Co ciekawe "tester", który dostałam gratis do zakupów jak się okazało jest pełno wymiarowym produktem, lecz bez oryginalnego pudełka- inaczej jest to po prostu sam wkład. Jak dla mnie jest to świetna alternatywa, ponieważ przy większej ilości róży, można stworzyć z nich paletkę. Chociaż nie będę ukrywała, że opakowania kosmetyków Sleek są przepiękne i chciałabym posiadać je w swojej kolekcji. :) 



Przejdźmy jednak do samego kosmetyku.  W moim posiadaniu znalazł się kolorek nr. 077 Carnation. To mocny odcień, chłodnego różu. Byłam pewna, że będzie dla mnie zdecydowanie za ciemny. Jak się później okazało w łatwy sposób możemy budować jego intensywność i  na policzkach uzyskać tylko jego delikatne muśnięcie. 






Produkt nie posiada drobinek, a po nałożeniu na twarz robi się całkowicie pudrowy o wykończeniu matowym. Ja nakładam go pędzelem z Hakuro nr. 15   . Nałożenie palcami w tym wypadku powoduje zbyt intensywny kolor, a ja nie chcę wyglądać jak klaun. :D  Róż, nie tworzy plam, łatwo się rozciera i jest niesamowicie trwały.
Jego kolor jest bardzo, ale to bardzo intensywny, pierwszy raz spotkałam się z taką pigmentacją. Dla bladziochów może być to problemem, jednak ja jestem zafascynowana tym produktem.





To moje pierwsze spotkanie z marką Sleek, mogę podsumować je jako pozytywne. Wiele czytałam o ich produktach w sieci i wiedziałam, że ich kosmetyki trzymają wysoki poziom, dlatego było bardzo fajnie przekonać się o tym na własnej skórze. Od dzisiaj kuszą mnie też róże w innych odcieniach oraz kolorowe paletki z cieniami do powiek. 

Powiedzcie co sądzicie o tym dosyć odważnym kolorze. Z przyjemnością przeczytam też o produktach marki Sleek, które polecacie lub na które polujecie. 

Trzymajcie się, 
Aneta :* 
Share
Tweet
Pin
Share
6 komentarze
Older Posts

O mnie



Cześć! :)

Tworzę z pasją materiały z szeroko pojętej kategorii "beauty". Mam nadzieję, że odnajdziesz tu cząstkę siebie i zostaniesz ze mną na dłużej.


Obserwuj

  • Facebook
  • Instagram
  • Google+
  • Twitter
  • Dresscloud

Łączna liczba wyświetleń

Facebook

Minimalist lover

Kategorie

  • 2016
  • inspiracje
  • pielęgnacja
  • ulubieńcy
  • włosy
  • zrób to sam

Ostatnie posty

Sponsor

zBLOGowani.pl

Translate

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Piszę dla

Piszę dla
Facebook Instagram Twitter Google+
FOLLOW ME @INSTAGRAM

Created with by ThemeXpose